Szukaj

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thinkway. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thinkway. Pokaż wszystkie posty

Nowocześni Niewolnicy - Ból dupy o pracę i życie.

2 lipca 2014

niewolnicy, praca, ból, dupy, życie, pracę, magazyn, książki, książkami


Wielu powiedziało, że ja nie mam życia siedząc całymi dniami przed kompem. Mówiliście:"rusz dupę, idź do pracy, zrób coś ze sobą".Jednak ja uważam, że nie mam życia teraz, pracując. Nie mam czasu na nic. Ani na wymyślenie czegoś kreatywnego. Ani na spotkanie się ze znajomymi. Wracam do domu po pracy i nie mam siły na nic. Nawet na to siedzenie przed kompem. Jak już to jedynie odpalam jakiś filmik na Youtube, on leci w tle, a ja rozwalam się na fotelu. 



I nie wiem co jest gorsze. Pierwsza czy druga zmiana. Na pierwszą muszę wstać o 4 rano. Dlatego, abym się wyspał po 22 już muszę iść spać. Inaczej będę jak Zombie w robocie. Co i tak dzieje się przez pierwsze cztery godziny. Do tej 14 jakoś daje radę. Ale po 8 godzinach ciągłego zapierdalania, bo inaczej tego się nie da nazwać człowiek już nie ma ochoty na nic poza kąpielom i położeniem się do łóżka. A dopiero 16.

Czy może druga zmiana, gdzie mogę się porządnie wyspać. Ale muszę o 11 już zacząć robić obiad, żeby nie wyjść na głodniaka, bo będzie gorzej niż byłbym Zombie. Gdyż będę myślał tylko o przerwie, aby coś zjeść.
Osiem godzin jakoś zlatuje, chyba szybciej niż na pierwszej zmianie. Ale koło 23 wracam do domu. Odpalam kompa. Nagle jest pierwsza w nocy i trzeba znów iść spać. Więc nie jestem w stanie na drugiej zmianie zrobić nic ani rano, ani wieczorem.



Tak dla jasności. Pracuje w Magazynie z książkami. Osiem godzin zapieprzam z pojemnikiem i kompletuje książki według zamówienia. Praca prosta. Ale strasznie męcząca. Ciągle biegasz po magazynie, po schodach. Nie raz z pojemnikiem z pięćdziesięcioma książkami. Zazwyczaj na szczęście masz wózek, który pchasz. Ale czasem zdarza się, że nie starczyło, więc musisz sam nosić ten pojemnik.



I jeszcze ta cholerna norma do wyrobienia. Wciąż nie wiem jak oni ją wyrabiają. Chyba biegają po tym magazynie. Albo ja po prostu jestem za wolny. Ale nie dałbym rady  osiem godzin na pełnych obrotach pracować. 

JAK NIE CHCECIE CZYTAĆ BÓLU DUPY O PRACĘ TO ZACZNIJCIE TU!

Rozpisałem się, a nie to miałem do przekazania. 
Ja się nie dziwię, że nasze społeczeństwo jest bezmózgie, smutne i zmęczone, gdy musi osiem godzin zapieprzać. Bo komu by się chciało po czymś takim jeszcze ŻYĆ. Wymyślać coś. Planować swoje przyszłe życie choćby na najbliższe lata. Spełniać marzenia. Człowiekowi po takiej harówie nie chce się  nawet myśleć o słowie marzenie. Chyba, że marzy, aby zmienić pracę. 



Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pracować trzeba. Bo nie ma innej możliwości zdobycia pieniędzy. Chyba, że jesteś cyganem chodzącym po tramwaju. Ale w jakimś stopniu to też praca. 
Myślisz sobie. Założę własną firmę, wtedy to będę miał wolne. No nie bardzo. Wtedy to już w ogólnie nie będziesz miał wolnego. Bo tam gdzie ty, tam twoja firma i jej problemy. Chciałbyś się odciąć od firmy i pojechać na tydzień w góry. No nie bardzo, bo w każdej chwili może zadzwonić asystentka, że coś tam. 

Chyba, że robisz to co kochasz. I możesz temu poświęcić nawet 25 godzin dziennie. Ale ilu z nas robi to co kocha? Niewielu. Wszyscy zapieprzają po 8 godzin w swoich kiepsko płatnych pracach. Gdybym dostawał 100 dziennie za tą pracę. Może wtedy bym poczuł, że warto zachodu. Wtedy może by mi się to opłacało. Teraz mi się to w ogóle nie opłaca. Męczę się, psuje sobie zdrowie i gówno z tego mam.

Co nie zmienia faktu, że każdemu polecam przynajmniej tydzień popracować gdzieś, gdzie trzeba osiem godzin zapieprzać. A najlepiej pójść najpierw do pracy, gdzie wykończy cię psychicznie. Dla przykładu Call Center. 8 godzin gadania przez telefon i wciskania ludziom kitu. Czy może jakiś magazyn, gdzie cały dzień biegasz i nawet przysiąść nie możesz, bo norma. 

Po czymś takim zrozumiesz co to ciężka praca i każda inna będzie już dla ciebie lekka. Tak przynajmniej mi się wydaje. Zobaczę po kolejnej pracy czy to prawda. Bo ja już wiem, że nigdy więcej nie mam zamiaru pracować ośmiu godzin podczas, których nie mogę sobie spokojnie usiąść. I wychodzę z pracy styrany. 



Chcę żyć! I wolę już siedzieć 8 godzin przed kompem opieprzając się niż być niewolnikiem w jakiejś robocie. Przynajmniej czuje się wolny. Wiem, że w każdej dowolnej chwili mogę zrobić to co wymyślę, bo nic mnie nie ogranicza. Czy to praca, czy zmęczenie. 

Wszystkim niewolnikom współczuje i łącze się w bólu. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru tak żyć.

Piosenka dobrze oddająca to co chciałem przekazać:









Czytaj dalej ...

Youtube, a telewizja - mój komentarz pod filmem.

17 maja 2014
youtube, telewizja, rojo, ator, rozmowa, moje urojenia, vlog, komentarz

Uznałem, że tak dobrze skomentowałem ten film, że wrzucę to na bloga.

Już sam ten materiał pokazuje, że na Youtubie z małymi kosztami można zrobić dużo ciekawsze Talk-show niż w telewizji. Jest to bardzo fajne. W telewizji naprawdę ciężko znaleźć jakiś dobry talk-show. Głównie pod względem tematycznym, ale również i merytorycznym. 

Podobnie moc internetu pokazuje Łukasz Jakóbiak w swoim programie. W jego programie można zobaczyć ludzi jacy są naprawdę. Bez tej przekłamanej otoczki, którą serwują nam media. Sam się zdziwiłem, że Edyta Górniak jest tak fajną i sympatyczną i mądrą kobietą. Media popsuły mi jej obraz gadając o jej porażkach. I ukazując ją jako osobę, która bardzo gwiazdorzy.Przez co nawet nie chciałem słuchać jej piosenek, bo myślałem, że to jakieś gówno. A na przykład cover piosenki I surrender Celine Dion śpiewany przez Edytę po polsku jest genialny.

Youtube jest lepszy, bo pokazuje prawdziwych ludzi. I nikogo nie obchodzi poprawność polityczna. Jak chcesz rzucić w filmiku "kurwom" to to robisz.Chociaż widzę tendencje do robienia programów coraz bardziej poprawnych politycznie i ugrzecznionych. Pod kilkoma względami to dobrze, ale pod kilkoma źle. Nie będę pisał dlaczego, aby nie przedłużać tego tl;dr.


Dodam jeszcze od siebie, fragment po tl;dr (too long, don't read).
Ugrzecznienie jest dobre pod względem tego, że tak jak pisałem tu [KLIK], chamstwo przyciąga chamstwo. A gdy brak chamstwa to komentarze są dużo bardziej merytoryczne. Ale jak ktoś robi program rozrywkowy to po co ma się ograniczać? Dobrym przykładem jest tu program Z Dupy, który leci po bandzie. Gumowe penisy, wulgaryzmy i inne rzeczy, które są czysto kontrowersyjne. Takiego programu mi brakowało. Czegoś prawdziwie popieprzonego, kontrowersyjnego i innego. Miałkość i ugrzecznienie na silę już mnie znudziły. Ale i tak trzeba to robić, aby nie było hasła, że "internet jest tylko wulgarnym miejscem i nie daje dobrego przykładu". 

Bardzo dobrze, że są w internecie programy takie i takie. Z których można się czegoś nauczyć i które bawią. Na pewno dużo lepsze to jest niż oglądanie tańca z gwiazdami, o którym wielokrotnie wspominali w tym filmie, czy jakiś durnych polskich seriali.


Czytaj dalej ...

Chcę zrobić masaż Scarlett Johansson!

11 maja 2014

Jakie jest twoje największe marzenie?


chcę, zrobić, masaż, scarlett, johhansson, marzenie, want, do, massage,


Od 20 lat żyję bez marzeń. Bez jakiegoś marzenia, które jest prawie nie osiągalne. Czuje, że wiele osób na tym świecie żyje tak samo jak ja. Z dnia na dzień. Bez chęci zrobienia czegoś naprawdę wielkiego. Czegoś co wydaje się na pierwszy rzut oka nierealistyczne. Ale po głębszym przemyśleniu dochodzisz do wniosku, że dasz radę. Że to jest możliwe. Tylko trzeba popracować nad spełnieniem takiego marzenia.


Wczoraj wpadałem na ten pomysł z tytułu. Brzmi irracjonalnie. Wiele osób powie, że to nie możliwe. Taki Waldemar żyjący wiele tysięcy kilometrów od niej. W kraju bez możliwości. I do tego jeszcze do niczego się nie nadaje. Tak. Te słynne osoby, które tylko by sprowadzały na ziemię, bo oni też by chcieli, ale nie wierzą, że to jest możliwe. 

Czy to, że urodziłeś się, gdzie się urodziłeś? Czy to, że jesteś z patologicznej rodziny? Czy to, że ludzie wokół ciebie uznają, że nie nadajesz się do niczego ma od razu oznaczać, że nie możesz zrobić tego o czym marzysz?

Pewnie, że możesz. A reszta mówię wam: JEBCIE SIĘ! To, że wy uznajecie, że nie jesteście w stanie czegoś zrobić, nie znaczy, że inna osoba tego nie zrobi. 

Tylko podstawowym problemem jest to o czym pisałem na początku. Ludzie nie mają wielkich marzeń. Głównie dlatego, że nie wierzą, że mogą spełnić je. Albo wymyślają sobie marzenie typu: będę bogaty. To już lepiej marzyć o byciu szczęśliwym. Tyle, że to są niedookreślone marzenia. Bo skąd masz wiedzieć kiedy spełni się twoje marzenie o bogactwie czy o szczęściu. Wtedy, gdy będziesz miał 10 tysięcy, czy kiedy będziesz miał 5 milionów na koncie i luksusowy dom na wybrzeżu Hiszpanii - co jest moim drugim marzeniem.

Jestem pewny, że kiedyś dam radę spełnić te marzenia. A dlaczego?
To może przykład z czasów kiedy moim największym marzeniem  było mieć dobry komputer i szybki internet. Przez wiele lat miałem złom. Komputery, które ledwo co chodziły. I lepsze gry na nich nie działały. Dlatego marzyłem o komputerze na którym będę mógł odpalić każdą grę na najwyższych detalach.

Tak też się stało w wakacje rok temu. W maju powiedziałem sobie. Do końca wakacji będę miał komputer o którym marzyłem. Nie skończył się lipiec, a komputer złożony stał już koło mojego biurka.
A to wszystko dlatego, że nie myślałem o tym, że mi się nie uda. Tylko o tym, że będę miał komputer do końca wakacji. Trochę pieniędzy zdobyłem z jednego miejsca, trochę wypracowałem. I w ciągu dwóch tygodni miałem komputer. A początkowy plan był taki, aby zmierzać powoli do celu. Np.: co miesiąc kupować kolejną część. Wiem, że wtedy nie wyrobiłbym się w czasie wakacji. Ale wiedziałem chociaż jak dojść do stanu pełnego komputera. Dodam tylko, że kosztował prawie 4 tysiące.

Można? Można. W ogóle przez ostatnie dwa lata spełniało się wszystko czego bardzo chciałem. Czy to nowy telefon, czy skok na bungee, czy wyjazd na żagle na morze bałtyckie. Nie ważne, że nie miałem pieniędzy. Wiedziałem, że i tak mi się uda. Tak samo teraz wiem, że uda mi się pojechać na Jarocin. Chociaż w tym przypadku brakuje mi trochę motywacji.

Ludzie mają dwa problemy. Mają za małe marzenia i brakuje im motywacji w dążeniu do nich. Za dużo też myślą nad tym, że to nie możliwe, albo, że nie dadzą rady. Jak myślisz tak masz.

Dlatego wierzę, że to jest możliwe, abym wykonał masaż Scarlett Johansson. Już nawet widzę drogę jaką pokonuję, aby ten masaż wykonać. Nie ważne, że może już wtedy nie wyglądać tak dobrze jak teraz. Ważne, że wierzę, że to jest możliwe.

Wymyślcie sobie jakieś marzenie. Coś co naprawdę chcielibyście zrobić. Pomyślcie o tym. Pomyślcie jak możecie do tego dojść. I to zróbcie. Proste? Nic bardziej mylnego. To może być długa i ciężka droga. Ale na pewno możliwa.

Czytaj dalej ...

Wszystko się kiedyś kończy, a szczególnie seriale.

6 kwietnia 2014
jak, poznałem, waszą, matkę, seriale, kończą, się, wszystko, kończy, kiedyś,


Obejrzałem dziś ostatni odcinek "Jak poznałem wasza matkę". Zrobiło mi się smutno. Smutno, że kolejna historia dobiegła końca. Że nie poznam już kolejnych przygód Ted'a czy Barney'a. Zacząłem oglądać ten serial od 5 sezonu. Zakochałem się w nim od pierwszego obejrzenia. Gdy przypadkiem trafiłem na Comedy Central, gdy leciał. A potem codziennie już czekałem na kolejne odcinki, aż postanowiłem zacząć oglądać go w internecie.


A dziś moja przygoda z nim się skończyła. Jak wielu innych osób. Wiem, ze mógłbym nadrobić poprzednie sezony zaczynając od pierwszego. Ale pewnie tego nie zrobię. Nie będzie mi się chciało, skoro wiem jak się kończy. 
Choć fajnie było by poznać historię miłości Teda i Robin, którą ominąłem i znam tylko z pojedynczych historii z kolejnych odcinków. 

Nie będę spoilerował ostatniego odcinka. Ale oglądając go wzruszyłem się. Bardzo ładne zakończenie. Gdzie po obejrzeniu jest ci smutno i jesteś szczęśliwy jednocześnie. Zmywając naczynia uśmiechałem się jak debil. 
Daje do myślenia na temat przyjaźni, miłości i życia. Ostatni odcinek jak i cały serial. Bo to przecież serial o życiu. Każdy mógłby mieć takich przyjaciół, przeżyć takie przygody i miłości. Nawet te najbardziej abstrakcyjne. 

Po każdym serialu, który bije nas po ryju emocjami jest smutek, że już się skończył. Po dobrych filmach też. 
Pamiętam jak mnie wciągnęła "Brzydula". Denerwowałem się o tej cholernej 17:55, gdy nie mogłem obejrzeć nowego odcinka. Potem oglądałem już w sobotę 5 odcinków pod rząd, aby być na bieżąco. Rezygnowałem ze spotkań ze znajomymi tylko po to, aby obejrzeć te 5 odcinków. 


Byłem tak ciekawy co będzie w następnych odcinkach, że szukałem po internecie spoilerów. Znalazłem. Przez co wiedziałem co się będzie działo prawie do końca. Ale i tak oglądałem. 

Aż Brzydula się skończyła. Ten stan co mam teraz minął. I nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Zacząłem oglądać Julie, albo Majkę...ale kogo to obchodzi. Nie obejrzałem do końca. 

Tyle już seriali obejrzałem. Tyle już smutku przeżyłem, że się kończą. Tyle różnych emocji we mnie wyzwoliły. I to jest piękne. Wszyscy kochają seriale i każdemu jest smutno, że ten ulubiony już się kończy. Albo, że musi czekać kilka miesięcy na kolejny sezon. Albo, że ulubiona postać ginie. 

Kochamy seriale, bo grają nam na emocjach.



Czytaj dalej ...

Jestem Owadożercą

17 marca 2014

jadalne, owady, robaki, robaczki, buggish, targ, spożywczy, poziom, mącznika, larwa, larwy, świerszcze

Zmęczony po piątkowej imprezie wyruszyłem na Targ Spożywczy Poziom -1. 
Aby skosztować coś o czym pisała Matka jest tylko jedna. Robaki.


jadalne, owady, robaki, robaczki, buggish, targ, spożywczy, poziom, mącznika, larwa, larwy, świerszcze



Przybyłem do miejsca, gdzie było tyle fajnych rzeczy do jedzenia, że dobrze, że nie miałem więcej pieniędzy, bo bym wykupił wszystko. A było tam trochę drogo. 
Ale jak wszedłem to nie patrzyłem na nic innego tylko od razu podszedłem do stoiska Buggish. Bo moim celem było spróbować i być może kupić owady. 



jadalne, owady, robaki, robaczki, buggish, targ, spożywczy, poziom, mącznika, larwa, larwy, świerszcze


Dobrze, że była degustacja. Bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Czy będą dobre, czy może paskudne. Czy glutowate czy chrupiące. Czy obślizgłe czy suche. Czy smakują jak kurczak czy jak coś czego jeszcze nigdy nie jadłem.

Na stole stały trzy talerzyki. Na pierwszym były solone larwy mącznika, na drugim świerszcze w czekoladzie. A na trzecim świerszcze na ostro. Obok stały jeszcze ciasteczka z robakami i sushi z robakami.

Spróbowałem wszystkiego co było na talerzach.




jadalne, owady, robaki, robaczki, buggish, targ, spożywczy, poziom, mącznika, larwa, larwy, świerszcze
Larwy mącznika to te podłużne, a świerszcze to te drugie grubsze.

Najpierw larwy mącznika. Na słono. Gdy brałem do reki miałem wrażenie, że jeszcze się rusza. I owija wokół mojego palca. Na szczęście jednak nie żyła i to była tylko schiza. Są one prażone, przez co chrupiące i przyjemnie słone. Jak bym jadł chipsy solone o wyglądzie robaka. Mają w sobie jeszcze taki inny smak, ale nie umiem go określić. Trochę kojarzy mi się ze smakiem krwi. I pozostawiają posmak przez jakiś czas.

Drugie do odstrzału były świerszcze w czekoladzie. Wiedziałem od początku, że raczej nie kupię ich, bo średnio lubię połączenia słodkiego z czymś innym. Przez długi okres czasu nie lubiłem naleśników z dżemem.
Ale postanowiłem, że spróbuje. Było słodkie i nawet nie miałem wrażenia, że tam pod tą czekoladą jest robak. W sumie całkiem ciekawe. I dla osób, których odstrasza wygląd i lubią słodkie to takie połączenie jest idealne.

Trzeci był świerszcz na ostro. Nie chciałem mu się za pierwszym razem przyglądać. Jak byłem mniejszy robaki mnie strasznie obrzydzały. Chciałem tylko spróbować. Potem w domu mu się przyjrzałem i uznałem, że wygląda okropnie. Choć w sumie koników polnych nie bałem się łapać za młodziaka. Ale jak częstowałem koleżankę to uciekała przed nim. Przed larwami w sumie też.
Ze smaku jest inny niż larwy. Ostry, ale czuć to dopiero jak się kilka zje. Chrupie, bo jest prażony. Dziwne uczucie daje, gdy ma się je już w ustach i czułki przejeżdżają ci po policzku lub języku. Albo nóżki.
Również mają smak, którego nie umiem porównać. Prócz ostrego. 


jadalne, owady, robaki, robaczki, buggish, targ, spożywczy, poziom, mącznika, larwa, larwy, świerszcze


Wyprawa na plus. Spróbowałem czegoś nowego. Nigdy bym się nie spodziewał, że kiedykolwiek będę jadł owady. Znając moje obrzydzenie do tego typu stworzeń. Ale jestem człowiekiem, który chce w życiu spróbować wielu rzeczy. Więc może sobie uprażę prusaki...nigdy w życiu!

Mogłem kupić małe opakowanie za 20 zł lub duże za 30. Wybrałem duże. A co mi tam. Znajomych poczęstuje. Bardzo się cieszę z faktu, że mogłem pomieszać ostre świerszcze i solone larwy. 


Mi bardziej smakują larwy mącznika. Jak dla mnie bardziej pasują na przekąskę do piwa, bo raczej się tym człowiek nie naje. Ostre świerszcze uznaje jako ciekawostkę kulinarną. Też są całkiem dobre, ale odrzuca mnie trochę ich wygląd. Można nim postraszyć dziewczyny, a potem na ich oczach go zjeść. To przerażenie w oczach tej drugiej osoby. Bezcenne. 
Czekoladowe jak już pisałem. Dobre dla dzieci lub osób, które obrzydza wygląd. 

Poczęstowałem nimi kilku znajomych. Jedni bali się w ogóle nawet palcem dotknąć je. Inni mówili:"ej, daj jeszcze jednego". Reakcje znajomych całkiem pozytywne. Mówili, że w smaku dobre. I, że jest to fajna ciekawostka kulinarna. 
A dla mnie to jeszcze za mało. Chciałbym spróbować więcej owadów. Coś większego. No i moim marzeniem jest zjeść skorpiona...o ile się odważę.


Jak by ktoś miał ochotę spróbować to zapraszam na Targ Spożywczy Poziom -1 do stoiska Buggish. Od piątku do niedzieli.
Czytaj dalej ...

Pieniądze szczęścia nie dają?

9 marca 2014


pieniądze, nie, dają, szcześcia, szczeście,

"Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia"
~Kaliber 44

Jak to nie dają szczęścia?


Rozumiem, że "pieniądze szczęścia nie dają" oznacza, żeby nie ustawiać ich najwyżej w hierarchii wartości. Bo ważniejsze jest zdrowie czy miłość. Ale wtedy powinno to brzmieć "pieniądze nie są najważniejsze".

Dają te pieniądze szczęście czy nie?

Ano według mnie same pieniądze. Monetki czy banknoty szczęścia nie dają. Proces ich zarabiania też szczęścia nie daje. No chyba, że ma on związek z pasją. 

To w takim razie co daje szczęście?

Odpowiedź jest prosta. Wydawanie pieniądza. Jak i sama myśl, że już niedługo wypłata. Będę mógł robić tyle zajebistych rzeczy. Kupić tyle rzeczy. To jest to co daje szczęście.
Wiem, że pozorne, krótkotrwałe, ale nic nie trwa wiecznie. Nie można być szczęśliwym cały czas.
Za to warto być szczęśliwym od czasu do czasu. Poczuć szczęście kupując coś nowego. Czyli zaspokoić swoją potrzebę posiadania czegoś. 

Na przykład, gdy kupujesz jakiś ciuch to czujesz, że kupiłeś coś fajnego i do tego, że będziesz fajnie wyglądał. Dzięki czemu czujesz szczęście.
Kupiłeś nowy komputer? Smartfon? Czujesz szczęście, że masz coś o czym marzyłeś. I, że jest ci teraz łatwiej, bo powiedzmy komputer nie tnie się. Jesteś szczęśliwy, bo masz lepszy komfort pracy.

A wszystko dzięki pieniądzom. Bo mogłeś sobie pozwolić na to. 
Wyjazd do Japonii sprawi ci przyjemność? Dzięki pieniądzom będziesz szczęśliwy, że możesz sobie na taki wyjazd pozwolić.

Strasznie to proste. 

Dalej ktoś mówi, że pieniądze szczęścia nie dają? Za to miłość daje szczęście. 
Ale pomyśl. Czy nie będziesz szczęśliwy, że możesz sobie ze swoją miłością pójść do kina, na kawę, piwo. Coś fajnego kupić. Aby sprawić tej osobie przyjemność. 
Pewnie, że będziesz szczęśliwy. Wspólne spędzanie czasu uszczęśliwia. Sprawianie przyjemności drugiej osobie też uszczęśliwia. 

Wiem, że można też przebywać z drugą osobą nie używając pieniędzy. Albo dać coś własnej roboty. Np.: Ciasteczka. Tyle, że i tak trzeba było wydać pieniądze na składniki.

Nie ma co mówić, że pieniądze szczęścia nie dają. Bo mają duży związek ze szczęściem. 
Także, jebać biedę. I nie słuchać głupot, że pieniądze szczęścia nie dają.

Czytaj dalej ...

Istnieją ludzie, którzy nie wiedzą.

6 marca 2014
natura, informacja, ogrom, Dawid, Kwiatkowski, Podsiadło,


Ostatnio kolega mnie zapytał:" Wiesz kto to jest Dawid Kwiatkowski? Bo będzie występował w Tańcu z Gwiazdami, a ni cholery nie mam pojęcia kto to."
Wiedziałem. Niestety. Wolałbym nie wiedzieć. Zadziwiło mnie tylko, że On nie wiedział. W końcu siedzi dużo przed komputerem. Przed telewizorem. To powinno mu się rzucić już to nazwisko w oczy wcześniej. Przynajmniej w ramach hejtu. Czy śmiesznych obrazków w stylu: Twarz Dawida i podpis "raz w dupę to nie pedał".



Popytałem kilka innych osób tak dla testu czy wiedzą kim jest Dawid Kwiatkowski. Wyszło mi pół na pół. Jedni wiedzieli, drudzy nie. 
Zapytałem tego samego kolegę co mnie zapytał, czy zna Dawida Podsiadło. Odpowiedział, że nie. 
Człowiek wygrał X-factor, wydał płytę, a płyta osiągnęła status (chyba) potrójnej platyny. A on go nie zna i nawet nie kojarzy jego piosenek. 


Dochodząc do meritum. Istnieją osoby, które nie wiedzą. Nie wiedzą co się dzieje na świecie. Nie są zalewane informacjami. Mniejszą lub większą ilością. Żyją w błogiej nieświadomości, że istnieje ktoś taki jak Dawid Kwiatkowski. Pewnie wielu też nie wie nawet kim jest Justin Bieber.


Też bym tak chciał. Ale już nie potrafię. Jestem zalewany informacjami z każdej strony. No może nie z każdej, bo nie oglądam telewizji. Ale z prawie każdej. I nawet bez telewizora wiem dużo więcej niż nasze społeczeństwo. 
Dawida Kwiatkowskiego poznałem, bo ktoś wrzucił beznadziejny cover "Jak zapomnieć" w jego wykonaniu na facebooka. Dawida Podsiadło, bo oglądałem X-Factor. Justina Biebera, bo kolega mi go pokazał, na początku kariery jak nie było jeszcze takiego hejtu. 

Codziennie dowiaduje się masy nowych, często nie przydatnych rzeczy. Dlaczego? Bo mam facebooka. A na facebooku mam polubione masę fanpage, które od siebie polecają dużo rzeczy. Wrzucają jakieś informacje, czy linki.

Jestem uzależniony od informacji. Jak mi się kończą na facebooku, to zaczynam szukać gdzie indziej. Najpierw na YouTube. Może jakiś youtuber wrzucił coś nowego. I będę mógł się czegoś dowiedzieć.
Na YouTube nic nowego? No to czas na Wykop, NaTemat. Na blogi nie chce mi się zaglądać. A nawet to pewnie już przez facebooka na większość wszedłem.

Ciągle informacje. Ogrom informacji. Jestem nie raz bardziej poinformowany o tym co się dzieje na świecie od większości moich znajomych. Często to ja pierwszy wrzucam jakąś informacje.
Ale tak jest jak się siedzi po 10 godzin przed komputerem dziennie. 


Chciałbym znów żyć w czasach kiedy nie wiedziałem, że ktoś wydał nową płytę. Kiedy nie wiedziałem, że gdzieś tam jest jakiś konflikt i go śledzić. Kiedy jedyne co robiłem na komputerze to grałem w gierki, bo nie miałem internetu. Albo lepiej kiedy miałem popsuty komputer i cały dzień spędzałem na dworze.
Kiedy się wychodziło pokopać w gałę na bojo. 

Niestety te czasy już nigdy nie wrócą. To już DOROSŁOŚĆ. Mam tylko nadzieję, że jak już będę miał pracę. Będę mógł sobie wyjechać na jakieś zadupie. I odpocząć od informacji. 
Usiąść sobie nad wodą. Bez książki, bez komputera, bez telefonu, bez muzyki. I po prostu siedzieć i chłonąć naturę. 

Istnieją ludzie, którzy nie wiedzą, że mogą żyć bez informacji.
Czytaj dalej ...

Lubię masować starsze panie.

12 lutego 2014

masaż, starsze, panie, masować, praktyki, szpital, terapia, zajęciowa, przykurcz


W poniedziałek miałem swój pierwszy dzień praktyk w Szpitalu Wolskim na oddziale neurologii.
Nie wiem czy mogę publicznie pisać o pacjentach. Ale w sumie stan medyczny to stan medyczny. Choroba to choroba. Jak ktoś się przyczepi to usunę najwyżej.


Czytaj dalej ...

Filmy romantyczne to porno dla kobiet.

6 lutego 2014
komedie, filmy, romantyczne, to, porno, dla, kobiet, don juan, Scarlett,





Oglądałem dziś film. Don Jon się nazywał. Nie miałem pojęcia czego mogę się spodziewać. Może historii podrywacza niczym Don Juan de Marco. Może jakiś pornos z fabułą niczym Nimfomanka. 
Tak właśnie po kilku minutach zapowiadał się ten film. Ale ostatecznie okazało się, że ma coś do przekazania. Dał mi do myślenia.


Czytaj dalej ...

Peeling nie jest gejowski.

4 lutego 2014
peeling, dla, facetów, facet, nie, gejowski, skóra, gładka, pachnąca, jak, peelingować, używać, peelingu, antycelulitowe, ujedrniajace, ujędrniające

Wpis nie sponsorowany

Kobiety pewnie wszystkie wiedzą co to peeling (czyt. PILING). Mężczyźni mogli coś słyszeć. Ale większość nie wie co to jest. A wielu nawet o czymś takim nie słyszało. Ja będąc w szkole masażu musiałem poznać wiele dziwnie brzmiących rzeczy. Jak peeling, bańka chińska, czy cellulit...choć wciąż myślę, że to ostatnie może być nazwą greckiego boga.
Dlaczego musiałem dowiedzieć się co to jest peeling i dlaczego uważam, że nie jest gejowski o tym zaraz. Najpierw podstawy. Głównie dla panów.

Czytaj dalej ...

6Obcy - pasażer gimbus.

3 lutego 2014


6obcy, czat, anonimowy, jak, rozmawiać, gimbus, rozmowa, dyskusja, ser, nieskrepowany, nieskrępowany
Wrzuciłbym jakieś swoje ciekawe rozmowy,
ale żadnej nie zapisałem.

Wpis nie sponsorowany

W czasie, gdy cała blogosfera jara się portalem ask.fm ja jakoś się nim wielce nie przejmuje. Lubię sobie poczytać odpowiedzi Kominka, bo czasem jest śmieszniej niż na Kwejku. Ale sam używać nie mam po co. Używam coś o wiele fajniejszego. Coś co jest wyższą formą czatowania. Coś co jest równie pełne gimbusów co ask.
Korzystam z portalu 6obcy.


O co chodzi?


6Obcy to anonimowy czat.


Parę lat temu uwielbiałem wchodzić na onet i pisać sobie z losowymi osobami. Ale często było tak, że wszystkie bardziej interesujące nicki(osoby pod ciekawym pseudonimem) były już zajęte rozmową. 



6Obcy losowo wybiera Ci rozmówce.


Wybierasz część Polski z której ma być rozmówca i klikasz Połącz z Obcym. 
Rozmowa zazwyczaj zaczyna się od pytania "km?". Które oznacza, czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Na tym portalu jest tak, że zanim trafi się odpowiednią osobę trzeba nie raz stracić z półgodziny życia na klikanie połącz z obcym. Pisanie "km?". Rozłączenie jeśli Ci płeć nie pasuje. Ponowne połączenie.


Użytkownicy 6Obcy.


Spotkałem się jak dotąd z przedziałem wiekowym od 13 do 22. Raz chyba gadałem z jakimś starszym facetem. Ale nie pytałem o wiek. Zazwyczaj szukam kobiet. Ale taka inteligenta dyskusja wynikła, że aż żal było ją przerywać. Koleś najpierw pocisnął mi, że jestem idiotą. Bo w sumie coś głupiego na dzień dobry napisałem. Ale potem się wytłumaczyłem. I dalej już było spoko.

Na tym portalu właśnie została rozwinięta teoria :"Każdy człowiek jest serem". Często zaczyna nudzić mnie pisanie "km?". I wymyślam coś bardziej ciekawego. Tym razem uznałem, że nie będę ani K ani M.

Gdy znów padło pytanie km. Odpowiedziałem ani to, ani to. 

-To kim jesteś?
-Na pewno nie serem.
-Dlaczego nie serem?
-Bo każdy człowiek jest serem, a kobieta nie jest serem, bo nie jest człowiekiem.
-Więc kobieta jest chlebem
-A ja nie jestem, ani chlebem, ani serem. Jestem masłem.
-Dlaczego masłem?
-Bo lubię smarować chleb...

I tak dalej ta rozmowa szła. Nawet wymyślimy hasło, żeby się później odnaleźć.
Wiecie, że się udało? Ni stąd ni zowąd rozłączyła się, aby spróbować się potem znaleźć. Po kilkunastu osobach w końcu się udało.
-Masło?

-Chleb?


I wielka radość, że się znaleźliśmy...ale już później więcej się nie udało.<smuteczek>


Jak rozmawiać?


Rozmowa zazwyczaj zaczyna się od pytania "km?" Ale ktoś nie ogarnięty w temacie może zapytać o chuj chodzi? Mam ci powiedzieć ile kilometrów przebiegu ma moja Multipla? No chyba nie bardzo. 


Często staram się zaskoczyć obcego.


Jak mi się nie chcę nic wymyślać to oczywiście piszę to słynne pytanie o płeć. Ale uwielbiam ludzi zaskakiwać. Ostatnio pytałem:"Chodzisz ze mną, czy trzeba się z tobą kochać?" Pisał bym to w tej bardziej wulgarnej formie, ale jest straszna cenzura. Przez pierwsze kilkanaście minut nie można napisać słowa seks. Przeklinanie też jest cenzurowane. Pisanie dużymi literami też. 

Strasznie irytujące. Szczególnie wtedy, gdy chcę zacząć rozmowę od zdania:"Seks nie istnieje". 

Dużo lepsze efekty przyniosło mi zdanie:"Miłość nie istnieje". Polecam tak pisać jak ktoś ma ochotę na gównoromantyczne rozmowy. 

Po 23 ciężko już znaleźć jakąś kobietę. Wszystkie, albo zajęte. Albo ich nie ma. Dlatego jak się już wkurzałem, że od 20 minut nie mogę spotkać kobiety zaczynałem na pierwsze zdanie pisać:"Tu nie ma kobiet", albo "Kobiety nie istnieją". Faceci się śmiali, a kobiet dalej nie było.



Większość rozmów na początek wygląda tak samo.


-km
-m
-k
-wiek?
-20
-13
-no to chyba nie porozmawiamy sobie
Obcy się rozłączył.



Ale jeśli już zrobicie wstępny wywiad. I sobie przypasujecie. To trzeba o czymś gadać.
A o czym gadać to już tylko zależy od twojej kreatywności i zamiarów.


Podsumowanie


Gdy masz ochotę porozmawiać z kimś kogo w ogóle nie znasz. I jesteś w stanie zaufać takiej osobie, że jest kobietą i ma 20 lat. A nie jakimś 45 letnim zboczeńcem. To portal jest jak najbardziej dla ciebie. Oczywiście można się też bawić. Udawać kobietę. Nie, nie robiłem tego...jeszcze.

Udawać kogoś znacznie młodszego lub starszego. Ale można też poznać kogoś ciekawego. A nawet poderwać taką osobę. 
Trzeba uważać na osoby podszywające się, trollów, czy zboczeńców. A jest ich tu wielu. Ale mi udało się nie raz przeprowadzić bardzo fajną ciekawą rozmowę i poznać drugą osobę.



Polecam ten styl czatowania
Waldemar Dźwigalski
Czytaj dalej ...

Mówienie przez KA - szyfr dzieciństwa

30 stycznia 2014

Kaczykapakamiękatakacie kamókawiekanie kaprzez kaka?

Dla tych co nie czają. Tam jest napisane: Pamiętacie mówienie przez Ka?


mówienie, przez, ka, k, dzieciństwo, szyfr, zabawy

Gdy jakaś dziewczyna chciała coś przekazać w towarzystwie drugiej dziewczynie. Aby towarzystwo nie zrozumiało. Wtedy mówiły przez KA. Np.:"Kaale Katen KawaKaldek kama kabrzykadki karyj".

W sumie nie trudno zrozumieć o co chodzi. Ale jak one mówiły to z prędkością światła. To można było nie załapać o co chodzi.
Mówienie przez KA polega na wrzuceniu KA między sylaby. 

Dlatego dość łatwo zrozumieć "ale" czy "ryj". Ale jak ktoś mówi to dość wolno. Za to jak ktoś mówi to szybko to zmieniają się w całe nowe słowa. I już ciężej zrozumieć co znaczy kale. Może się wydawać, że dziewczyny mówią o kupie. Karyj to już całkiem inne słowo.
Przy dłuższych jest trochę inaczej. Kapokapierkadokalokany. Dzięki temu szyfrowi można było przy osobach dorosłych przeklinać bez przypału. Bo dorośli to idioci i nic nie rozumieją.

Choć ze słowem kakukarwa było też trochę inaczej. Nie trudno było zrozumieć o co chodzi. Dlatego bystre dzieciaki wymyśliły, że będą mówić kakukarwasz. I dorośli już mogli pozostać dalej nieświadomi, że ich dzieci są bardzo grzeczne i nie przeklinają. 

Jak ktoś tego nie zna to polecam się pobawić mówiąc pełne zdania z KA. To troszkę trenuje umysł. Osobom, które to znają też polecam.



A jak by tak od teraz wszystkie wulgaryzmy cenzurować za pomocą ka?

Czytaj dalej ...

Najważniejsze bajki mojego dzieciństwa.

27 stycznia 2014

Bajki, które wiele znaczyły w moim życiu


johny, bravo, kreskówki, bajki, wspomnienia, dzieciństwo,
Hu Ha. Jestem Śliczny


Każdy oglądał jakieś bajki jak był mały. Jedne pokolenie oglądało Reksia, Bolka i Lolka. Inne Smerfy, Power Rangers i Motomyszy z Marsa. A kolejne Pora na Przygodę i Naruto. Wiem, że niektóre to anime(znaczy się chińskie bajki), inne to kreskówki, a kolejne to seriale. Ale dla każdego dziecka to były bajki. Mały Walduś nie mówił:"-Tatku, chcę obejrzeć serial/anime". Tylko "-Tatku, chcę obejrzeć bajki".
Włączało się wtedy Cartoon Network, albo Fox Kids i oglądało "bajki".

Każdy miał też kilka bajek, które na niego jakoś wpłynęły, były dla niego ważne lub po prostu mimo, że chciałby o takowej zapomnieć to nie może. Ja kilka takich mam.


Oto lista:


Ed Edd  i Eddy. 


Ed, Edd, Eddy, głupi, kreskówka, bajka, cartoon, network, wspomnienia, deska dzieciństwo


Bajka, a właściwie kreskówka, którą zna całe moje pokolenie. A jak ktoś nie zna to nie miał dzieciństwa...albo telewizora.

Bajka przez, którą stałem się z normalnego dziecka idiotą. Bo zacząłem powtarzać teksty postaci.
Mój ulubiony to: "Kanapka z Masłem"
Przez tą bajkę każdy chciał mieć przyjaciela deskę. Nawet kilka raz podchodziłem do stworzenia sobie takiego.
Bajka, która uświadamiała młodego osobnika, że dziewczyny są głupie i wredne.

Każdy był ciekawy co mądry Edd, albo Ed(Nie wiem który to który) miał pod czapką. 

Każdy chciał mieszkać na takim osiedlu jak oni. I każdy chciał ze swoich ust zrobić motorówkę.
A najlepsze jest to, że wiele żartów dopiero się rozumie teraz. I jest jeszcze śmieszniej.

Tabaluga


Tabaluga, TVP, bajka, kreskówka, dobranocka, dzieciństwo, wspomnienia
"Dzielny Tabaluga..."- zawsze już będę pamiętał początek tej piosenki.

Moja ulubiona dobranocka na TVP. Nie wiem co mi się podobało w przygodach smoka. Ale coś w sobie miała ta bajka. 

Piękne były te czasy, kiedy nie kojarzyło się źle wyrażenie:"Jakubie, zrób mi loda" powiedziane przez wielkiego bałwana Arktosa do swojego sługi, który był pingwinem z monoklem. Lekko chore.


Nie pamiętam już co było celem Tabalugi, ale wiem, że Arktos chciał, żeby na całym świecie była zima.
Miał takie fajne katapulty, które strzelały kulami śnieżnymi.


Kasztaniaki


kasztaniaki, tvp, bajka, rano, wspomnienia, dzieciństwo, kafejka, internetowa, uzależnienie
Pomyliłem się, jednak mają plastelinowe ręce.



Skoro już jesteśmy na TVP. To muszę wspomnieć o Kasztaniakach. 
Pewnie nie wiele osób to oglądało. Ale ja niestety tak. Była to bajka puszczana rano w bloku bajkowym na TVP. Były sobie kasztanowe ludki zrobione z zapałek i kasztanów jak dobrze pamiętam. I miały jakieś swoje przygody.

Dlaczego o nich wspominam? Dlatego, że jest to bajka z serii, chciałbym zapomnieć, że to oglądałem, a nie mogę. I wiąże się z tym historia godzin nieusprawiedliwionych.
W czwartej klasie bodajże, uzależniłem się od kafejki internetowej. Czekałem tylko, aby już do niej pójść.
Wstawałem o 7, aby wyjść na 8 do szkoły. Jadłem śniadanie.
W domu byłem sam. To lenistwo i niechęć do szkoły brały górę i do niej nie szedłem.
Jako młody człowiek byłem całkiem sprytny i żeby mnie ktoś na dworze nie spotkał, kiedy powinienem być w szkole wychodziłem z domu dopiero po tym jak moja klasa skończyła zajęcia. 

A, że nie miałem przez ten czas co robić to oglądałem telewizję. I tak właśnie rano trafiłem na kasztaniaki. I przez jakiś czas codziennie je oglądałem. 

Przez to miałem dużo spóźnień i nieusprawiedliwionych godzin...ale zdałem.

PS. około 300-400.


Power Rangers


power, rangers, cosplay, bajka, dzieciństwo, serial, mighty, morphin, fox, kids, wspomnienia, bal, przedszkole

O Power Rangers wspominam głównie dlatego, że w przedszkolu na balu kończącym miałem strój czerwonego Rangera. Maskę mam, gdzieś do tej pory.

Power Rangers to serial o ziomkach w fajnych strojach. Walczących z kitowcami(ostatnio miałem zajawkę na udawanie kitowca) i potworami zsyłanymi przez Lorda Zedda i jego piękną żonę.
Każdy odcinek wyglądał tak samo. Zedd zsyła potwora. Power Rangersi się przemieniają. Walczą z nim. Gdzieś jeszcze wtrącają się kitowcy. Zedd zwiększa rozmiary potwora. Power Rangersi wzywają Zordy i zamieniają je w MegaZorda. I tak w każdym odcinku.

Ich przywódcą jest koleś z głową w tubie. Czyli Zordon.
Tak sobie właśnie uświadomiłem, że słowo Zordy pewnie pochodzi od imienia Zordon.
Moim ulubionym Rangerem był zielony. A jego Zord był epicką Godzillą. Którego wzywał grając melodyjkę na sztylecie. A wtedy Godzilla wychodziła z morza. EPIC!

Witch


witch, czarodziejki, bajka, kreskówka, wspomnienia, dzieciństwo, magia,

Można by rzec, że bajka dla bab. Ale obejrzałem wszystkie odcinki. I właśnie dla tego o niej wspominam. Bo to jedyna bajka, której obejrzałem wszystkie odcinki. Strasznie mi się podobała fabuła i świat przedstawiony. Na szczęście nie byłem takim fanem, żeby czytać jeszcze komiksy i kupować pisemka z Witch.

Są sobie uczennice, które okazują się być czarodziejkami. Każda włada jakimś żywiołem. Akcja dzieje się w dwóch światach. Pierwszy świat to taki nasz normalny wiek XXI, a drugi jest bardziej średniowieczny do którego można dostać się za pomocą specjalnych portalów. Oczywiście walka dobra ze złem. Walka o tron. I niesamowity odcinek końcowy. Do którego wracałem kilka razy, bo tak mi się podobał. 

"Witch to my, a w nas potężna jest moc. Ratujemy świat i nikt nie przeszkodzi nam w tym..."- intro Witch też pamiętam bardzo dobrze.

Podsumowanie


Gdy na jakimś spotkaniu ze znajomymi pada hasło kreskówki. Od razu wszyscy podejmują żywą dyskusje. O tym można gadać godzinami. Wymieniając spostrzeżenia. Ulubione bajki. Ulubione postaci. Czy "a, znasz to...?". Każdy oglądał bajki. Każdy ma swoje ulubione. Każdy ma jakieś wspomnienia z nimi związane. Czy zabawy w podstawówce w strzelanie z KAMEHAMEHA w kolegów. Kreskówki to temat rzeka. 

I każde pokolenie będzie mówiło, że bajki ich czasów były lepsze. Ja tak uważam. Mimo, że jest aktualnie kilka perełek typu Pingwiny z Madagaskaru czy Pora na Przygodę. To większość nowych bajek jest głupia. Gorzej niż dziecinna. I są one strasznie brzydkie. 
Nie powiedziałbym, że postacie z Ed Edd i Eddy były jakieś ładne. Ale były dużo ładniejsze niż postacie z Pora na Przygodę. Teraz już to nie są kreskówki tylko bajki animowane. Grafiki. Co zabiera z nich to coś.

Ale co tam. Już nie oglądam kreskówek. W gimnazjum z nich wyrosłem. I to w sumie smutne. Teraz mogę jedynie nadrabiać Futuramę, Dragon Ball i Family Guy'a, który nie jest bajką dla dzieci.


Czytaj dalej ...

Klasy Społeczne - czy jeszcze istnieją?

18 stycznia 2014
klasy, społeczne, maslow, pirawmida, maslowa, abraham, potrzeb, potrzeby, bieda, średnia, najwyższa,


Trochę sobie podyskutowaliśmy pod ostatnim wpisem o planach rządu na moim profilu prywatnym.

To chyba pierwsza taka dyskusja pod jakimś mimo wpisem. Było o Tusku, o podatkach. W pewnym momencie zeszło na temat Elit. A dokładnie teza, że "aby państwo było silne musi wykształcić elitę". Zapytałem wtedy kim dla niego jest ta elita. I od razu rzuciłem, że teraz nie istnieje coś takiego jak elita. A jeżeli też nie istnieje elita, to pewnie już nie istnieje podział na klasy społeczne.

Czy, aby na pewno?



Według mnie mimo zatarcia się widocznych granic klas społecznych one dalej istnieją. Tylko nie co inaczej wyglądają. I nie są to wcale różnice w wykształceniu jak kiedyś. Teraz każdy może mieć magistra. Doktora czy profesora. Kiedyś to było zależne od pieniędzy. I klasa średnia to były już osoby z maturą. Teraz maturę każdy debil(w tym ja) może mieć. Teraz większą sztuką jest skończyć technika ze zdanym egzaminem technicznym. W sumie sam się tego podjąłem idąc na Technika Masażystę.

Podział teraz już też nie jest ze względu na rodzinę. Nie ma już wielkich bogatych rodzin. Znaczy są. Ale nie są już ważne jak kiedyś. Lecz podział na majątek/zarobki dalej istnieje w klasach społecznych. I również na stan umysłu. Spełnione potrzeby według piramidy potrzeb Maslowa. Głównie udzielanie się kulturowe dzieli bardzo klasy. Najbardziej najniższą i średnią.


Podział klas społecznych według Waldemara:
Podzielę klasy na trzy główne. Najniższą, średnią i najwyższą

1. Najniższa (bieda)

Dla mnie jest to klasa, która ma w życiu źle. I nie umie sobie poradzić z tym, żeby było lepiej.
Najwięcej narzeka własnie na to, że jej źle, że w kraju źle. Ale nigdy dupy nie ruszy do poprawy tego stanu, bo uważa, że to i tak się nie uda. Osoby z tej klasy często poddały się już w życiu. Jedzą najtańsze rzeczy z Carrefoura. Biedronka jest też przez nich oblegana. Choć może być już za droga.


Chodzą w Croksach(takie klapki, oczywiście tani odpowiednik), które są symbolem podania się w życiu. Nie uczestniczą w życiu kulturalnym, a jeżeli już to w jakimś darmowym festynie.

Często też są to alkoholicy i inni nędznicy. Bezdomni. Jeżeli w ogóle maja jakieś pieniądze to, albo strasznie oszczędzają każdy grosz, przez co kupują wszystko co najtańsze. Nie myją się oszczedzając wodę, albo w ogóle nie mają wody, bo nie zapłacili rachunku. A jak mają w ogóle jakieś pieniądze to za marne parę groszy ledwo przeżywają z miesiąca na miesiąc. Nie raz wydając większość na alkohol. Często też nie dając sobie rady u nas wyjeżdża za granice, aby tam nie dawać sobie rady.

2.Średnia(szarzy ludzie)

To jest klasa w której jest nas najwięcej. Zaliczają się do niej pracownicy sklepów, korporacji. Mógłbym tu zaliczyć też studentów. Choć niektórzy bardziej nadają się do klasy najniższej mimo próby zdobywania wykształcenia. Są tu też osoby, które żyją z miesiąca na miesiąc, ale mimo wszystko nie kupują najtańszego szajsu i patrzą na jakość. Te osoby jak mogą sobie pozwolić to chodzą do kina, na koncerty, zdarza się też pójść do teatru, ale raczej na nic wielce kulturalnego. Jak już to jakaś komedyjka. Tak jak osoby z klasy najniższej nie mają szans, a bardziej chęci być w klasie najwyższej. To większość osób z klasy średniej chce być w klasie najwyższej.

4. Najwyższa (Elita)

Nie powiedziałby, że Elita. Na pewno nie intelektualna. Są to bogacze, osoby sławne, osoby, które wpływają na ten świat. Swoim światopoglądem, osobowością. Kierownicy dużych firm, aktorzy, niestety celebryci. Sławni blogerzy. Tak, ich też dodam tu. Bloger potrafi wpłynąć na świat, podobnie jak Dalajlama. Oczywiście politycy też się tu zaliczają. Ale nie wszyscy. Głównie Ci z rządu lub najważniejsze osoby w partii. Np. Radosław Sikorski.
Za to panią Pawłowicz czy Terlikowskiego to bym w biedzie (umysłowej) umieścił.

A księża?
Papież, Arcybiskupi, niektórzy Biskupi jak najbardziej. Mimo wszystko to jednak jest elita.
Również profesorzy są elitą.
Elita to po prostu mała grupka ważnych osób lub bardzo rozpoznawanych.


Takie osoby chodzą na elitarne wydarzenia kulturalnie. Bankiety, opery, balety, degustacje wina.

Byłem ostatnio na degustacji wina, to jeszcze nie znaczy, że jestem w klasie najwyższej. Tak samo jak pójście do opery, albo na bankiet. Ale większość osób, które były na tej degustacji wydawały się, że mają pieniądze. I to nie mało. W klasie najwyższej powinieneś mieć ponad 200 tyś zł. Osiągnięcia, Lamborghini(no dobra, nie musisz, nie każdy ma, ale to samochód dla bogatych).
Dom, albo apartament. Dużo zarabia. Bardzo patrzy na jakość.


Podsumowanie

Łatwo spaść klasą w dół. Za to bardzo trudno wejść do najwyższej. Często jest tak, że osoby urodzone w swojej klasie zostają w niej już do końca życia. Szczęście tu nic do gadania nie ma. Nie dostaniesz się szczęśliwie do klasy najwyższej nawet wygrywając w Totku. To często zależy od stanu umysłu. Większość wygrywających w ciągu roku tracą całe pieniądze.
Bo są idiotami i nie wiedzą, że pieniądze jak się ma, to się inwestuje. Żeby były cały czas i rosły.
Ale to wszystko zależy od stylu myślenia. Stylu myślenia bogacza. Oraz zaspokojeniu potrzeb z tej szalonej piramidy. Bo jak ktoś nie będzie miał zaspokojonych podstaw to nie ma bata, żeby chciał iść do teatru. Albo coś zmienić w swoim życiu.


Zastanówcie się nad tym. Czy potraficie myśleć jak osoba bogata?



PS. Nie było punktu 3 :D

Czytaj dalej ...

To wszystko wina Tuska!

15 stycznia 2014

Teraz Polska?


tusk, premier, polska, rząd, strategia, gry, strategiczne, simcity, teraz, dobry,

Zrobiłem. Cieszysz się?


Przeczytałem artykuł na NaTemat o nowym podejściu naszego kochanego rządu. Uznali, że teraz zajmą się Polakami. Dlatego też hasło "Teraz Polacy". Z artykułu wynika, że w sumie to dużo zrobili. I ja się z tym zgadzam. Przecież autostrada działa. Istnieje masa Orlików i w końcu można gdzieś pograć nie przeszkadzając sąsiadom pod blokiem. Oczyszczalnie i wiele innych rzeczy. Które są bardzo potrzebne.


Wiem, że Zus. Wiem, że Ofe. Wiem, że masa innych ustaw, które zamiast pomagać utrudniają. A może w cale tak nie jest. Może to tylko głupie gadanie, że utrudniają. Mi się nie żyje trudniej, a łatwiej. Nie muszę chodzić w końcu z RMUA do przychodni, bo jest eWUŚ i dowód mi wystarczy.

Szczerze mówiąc mam wrażenie, że żyje mi się lepiej niż te 5 lat temu. Jest bardziej europejsko.
(Pejsko-pejsy-żydzi. Przypadek. Nie sądzę)

Cieszę się ze zmian. A to co planują też brzmi sensownie. Mimo, że mają zamiar oskładkować wszystkie umowy. Co będzie znów dawało nam mniej pieniędzy. To myślę, że to będzie ruch w dobrą stronę, bo unormuje rynek pracy. I zbieranie na emeryturę z każdej. I w końcu może będą dawać umowę po pracę, a nie zlecenie. Bo będzie to prawie bez różnicy. Tylko UOP jest bardziej stała.

Oczywiście są jeszcze te "niesamowite" pomysły dotyczące młodych. Czyli 10 tyś zł bonu stażowego. Mieszkania pod wynajem, żeby kasa z tego leciała do państwa. Czym więcej kasy w państwie tym lepiej. Ale o tym zaraz. Nie wiem czy to nie jakieś gruszki na wierzbie. Ale brzmi spoko.


To co najważniejsze.




Mój komentarz pod tym artykułem na NaTemat
Ludzie, zagrajcie sobie w jakieś gry strategiczne. Zbudujcie całe państwo, albo tylko miasto. Zobaczycie, że nie jest tak łatwo wszystko zrobić. I trzeba nie raz olać pieniądze na szpital, żeby móc wybudować szkołę, albo drogę.



Albo jak brakuje wam pieniędzy na coś to co w takiej grze robicie? Podnosicie podatki. Sprzedajecie co możecie. 

A o państwie (ludziach) nie myśli się, żeby żyło im się dobrze. (Mimo budowania tego dla ich dobra). Tylko, żeby cele wykonać. Żeby się rozbudować. I stworzyć imperium.


I tak podobnie jest w życiu. Rząd stawia sobie cele. I szuka sposobów na wykonanie ich. Czasem są to dobre sposoby, czasem gorsze. Czasem trzeba odebrać pieniądze komuś/czemuś, aby dać czemuś innemu.

Dlatego też mówię, żeby państwo miało dużo pieniędzy i surowców.
Gdy je ma może przestać się o nie martwić. Jak tu każdy grosik uciułać, żeby starczyło na nową autostradę. Może spokojnie budować i zacząć martwić się społeczeństwem. I zwiększać poziom zadowolenia społeczeństwa. I ułatwiać mu życie.


Takie własnie jest życie. Jak gra komputerowa na poziomie very hard.









Czytaj dalej ...